Nasz organizm potrzebuje dziennie 90 składników odżywczych, które powinien pozyskiwać z żywności.

Na to zapotrzebowanie składa się:

  • 60 minerałów,
  • 16 witamin,
  • 12 podstawowych aminokwasów 
  • 3 podstawowe tłuszcze.


Niedobór któregoś z wymienionych składników w dłuższym okresie jest głównym powodem zachwiania metabolizmu, a co za tym idzie powstawania wielu typowych chorób cywilizacyjnych.

Dostępna na rynku żywność pokrywa zapotrzebowanie na niezbędne składniki w znikomym procencie. Sprawę dodatkowo pogarsza niekontrolowany, wprost lawinowy wzrost udziału chemicznych dodatków do żywności. Nie trzeba chyba udowadniać, że w ogromnej ilości przypadków całkowicie nieuzasadniony. Jak bowiem wytłumaczyć obecność „chemii” w maśle bądź śmietanie, produktach tradycyjnie nie potrzebujących takich dodatków.

Inny przykład: konserwy metalowe. Już sama potoczna nazwa „konserwa”, zarezerwowana była dla żywności umieszczanej w hermetycznych, metalowych pojemnikach, uniemożliwiających dostęp tlenu do pasteryzowanej uprzednio żywności.


Dziś obficie stosuje się dodatkowo konserwanty i wzmacniacze smaku
. Taka żywność jest groźna dla zdrowia!

Zastosowanie chemii w produkcji żywności osiągnęło granice absurdu. Niestety nic nie wróży że będzie lepiej. Sprzedaż dodatków chemicznych do żywności ma najczęściej charakter targetowy. Przedstawiciele handlowi firm chemicznych są opłacani w zależności od efektów sprzedażowych. Często są technologami produkcji żywności.

Tak więc głównym ich problemem staje się znalezienie sposobu na umieszczanie sprzedawanych substancji w coraz większych ilościach w produkowanej żywności.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że organizm człowieka nie wytwarza enzymów koniecznych do rozkładu setek zjadanych codziennie substancji chemicznych. W ten sposób dochodzi do rażącego zachwiania metabolizmu, czyli przemiany zjadanej materii w substancje niezbędne do życia.

Konieczne w tej sytuacji staje się dostarczenie enzymów roślinnych, które pomagają pozbyć się z organizmu niepożądanych substancji. Tak więc pełnowartościowe, organiczne witaminy, minerały i enzymy stanowią najlepsze zabezpieczenie przed chorobami cywilizacyjnymi.

 

Przyjrzyjmy się naszemu stosunkowi do żywności… Prawda jest okrutna. Nie trzeba być psychologiem żeby stwierdzić, że duża część społeczeństw państw uprzemysłowionych, o wysokiej stopie życiowej jest uzależniona od jedzenia. Ten przerażający fakt jest niezmiernie trudny do zaakceptowania.

 

„Przecież musimy jeść by żyć” powie ktoś…Prawda jest taka że „żyjemy z jednej czwartej tego co zjemy. Z trzech czwartych żyją lekarze” jak twierdzi dr Mayr.

 

Dodatkowo należy stwierdzić, że jest to prawda niewygodna dla wszystkich. Przemysł spożywczy „nakręca” koniunkturę wymyślając wciąż nowe, sztuczne produkty. Od wytwórców do handlowców wszyscy są zainteresowani wzrostem spożycia a nie jego ograniczeniem.

Lekarze też muszą coś robić, chociaż w przypadku naszej służby zdrowia przydałoby się ich trochę odciążyć. Wytwórcy leków też nie są zainteresowani zmniejszaniem ich produkcji. Ostatnim ogniwem są konsumenci. Wielu z nich nie ma tolerancji dla osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków bądź papierosów. Nawet nie przyjdzie im do głowy że sami mogą być uzależnieni. Tyle, że od jedzenia. Uzależnienie to potocznie temat wstydliwy i trudny. Sprawę komplikuje swoiste sprzężenie zwrotne. Ponieważ większość spożywanej żywności jest bezwartościowa, zaczyna się potęgować niedobór składników odżywczych. Najczęściej jest to powodem uruchomienia przez organizm nienaturalnego łaknienia.

 

Nie zmieniając sposobu odżywiania jemy coraz więcej jednocześnie zagładzając się coraz bardziej. Nie przychodzi nikomu do głowy, że jedząc duże ilości bezwartościowego jedzenia bardzo eksploatujemy nasze organizmy, przyśpieszając procesy starzenia i skutecznie skracając sobie życie.

 

Efekty takiego odżywiania są ogólnie znane. Cukrzyca, nowotwory, miażdżyca, choroby i zawały serca, nadciśnienie i wylewy krwi do mózgu, alergie i sporo symptomów trudnych do nazwania konkretną chorobą w tym chroniczne zmęczenie. Przed takimi wyzwaniami stoi dzisiejsza medycyna. Niestety najczęściej bezradna, a czasem szkodliwa. Bezradna gdy uparcie trzyma się przestarzałych metod, szkodliwa gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze jakie trzeba wyciągnąć z budżetu i od pacjentów oraz zaordynować promowane lekarstwa.

Jeśli jakiś lekarz przełamuje szkodliwy proceder oficjalnej machiny ochrony zdrowia i na dodatek ma dobre efekty leczenia, często spotyka się z ostracyzmem swego środowiska.

W jakimś sensie jest to logiczne – wyleczony pacjent nie potrzebuje nic więcej. Odchodzi „kura znosząca złote jajka”. Czy firmy farmaceutyczne są zainteresowane zdrowymi ludźmi? „Najlepsze” dla nich są schorzenia przewlekłe. Na przykład nadciśnienie tętnicze krwi. Raz zaordynowane leki „trzeba” zażywać już do końca życia. Tymczasem jest to schorzenie spowodowane długotrwałym niedoborem wapnia. Nie potrzeba drogich lekarstw posiadających skutki uboczne. Wystarczy wapń w najlepiej przyswajalnej, organicznej formie. Skąd go wziąć?

 

Odpowiednio wyciśnięte soki warzywno – ziołowo – owocowe posiadają w sobie wszystko co jest nam potrzebne do zdrowego życia.

Wg dr Normana Walkerapół litra nie natlenionego soku warzywno – ziołowego zawiera w sobie dzienną dawkę wszystkich niezbędnych do życia substancji odżywczych.

Pijąc codziennie sok wyciśnięty w trybie wolnoobrotowym (nie natleniony),  dostarczamy enzymy oczyszczające organizm z wieloletnich złogów toksyn oraz naprawiamy zachwiany metabolizm.

 

Brak enzymów w naszej diecie sprawia, że węglowodany fermentują w odcinku przewodu pokarmowego do jelita cienkiego a białka gniją – głównie w jelicie grubym. Oba te procesy są kwaśne co zakłóca równowagę kwasowo – zasadową. Niestety enzymy są białkami, które giną w kontakcie z tlenem. Używanie więc wysokoobrotowych maszyn nie ma głębszego sensu.

 

Mimo, że proste rady bywają najtrudniejsze do zaakceptowania – udzielę kilku.

Po pierwszeograniczamy porcje jedzenia. Sygnał z naszego układu pokarmowego o najedzeniu jest średnio opóźniony o 15 minut. W tym czasie zdążymy się mocno „przejeść”.

Po drugie – wybieramy proste potrawy. Jak najmniej przetworzone. Należy w tym celu zaopatrzyć się w lupę umożliwiającą odczytanie etykiet na produktach. Trzeba unikać wszystkich produktów zawierających dodatki chemiczne. Niech je spożywają ich wytwórcy. Musimy zrozumieć, że biznes da sobie radę. Jeśli producenci zauważą, że skażone chemią produkty sprzedają się gorzej – ograniczą ich produkcję. Wszystko zależy od naszej świadomości. Proszę zauważyć, że w tym błędnym kole tylko my sami – konsumenci i pacjenci możemy zadbać o siebie. Żadnym oficjalnym czynnikom nie zależy na naszej wysokiej świadomości.

Wybitni lekarze są marginalizowani, opłaca się idiotyczne badania naukowe mające zdyskredytować metody prowadzące do radykalnych wyleczeń. Trudno zaakceptować ten stan rzeczy, ale stawką są ogromne pieniądze które można wyłudzić z budżetu bądź naszych kieszeni


Psycholog d/s wyborów żywieniowych

Jacek Radwański